Posted on Dodaj komentarz

Studia i sesja oczami przyszłej projektantki

Właśnie oficjalnie zakończyłam sesję. Wreszcie…! Jak to pięknie czuć się wolnym człowiekiem.

Pomyślałam, że zdradzę wam jak dokładnie wygląda sesja na artystycznych kierunkach, bo wydaje mi się, że nie jest to oczywiste dla każdego.

Przede wszystkim moja sesja zaczęła się już jakiś miesiąc temu. Przynajmniej takie mam wrażenie. Przygotowania do niej muszą zacząć się znacznie wcześniej niż zazwyczaj, ponieważ nie ma możliwości wyrobienia się ze wszystkim „na ostatni moment”.

Często znajomi patrzą na mnie jak na wariatkę, że tyle się uczę, że znów akurat dziś nie mogę z nimi wyjść. Studia artystyczne mają to do siebie, że nie wystarczy się nauczyć na egzamin. Jak to było…? Zakuć, zdać, zapomnieć?

Ubawiają mnie pytania „to co ty właściwie studiujesz, że tak nie masz czasu?”. A jak odpowiadam, że wzornictwo to już w ogóle prosto zawieźli by mnie do wariatkowa.:) Tak całkiem serio, to mam teorię że na każdych studiach, jak tylko rzeczywiście się tym pasjonujesz możesz nie mieć czasu na nic innego. I ja chyba przyjęłam taką postawę, wiecznie uczącej się Marii. Uściślając, to nie tak że nie utrzymuje kontaktu z nikim. Samo utrzymywanie relacji z chłopakiem – Panem M. – zajmuje tyle, że w tym czasie skończyłabym dwa kierunki. Ale wiadomo, nie o to w tym wszystkim chodzi i trzeba zachować złoty środek. Ja się tego uczę.

Ad rem! Wracamy do mojego kierunku… Na początku semestru na pierwszych zajęciach z każdego przedmiotu  dostaję opis ćwiczeń, które mam wykonać podczas tych kilku miesięcy. Potem jest już tylko żmudna praca. Na każde kolejne zajęcia przynoszę moje projekty na korektę. Zazwyczaj pierwsze rysunki nie nadają się do pokazywania, dopiero po wykonaniu większej ilość mogę przyznać się, że to ja jestem ich autorką. Tak to przynajmniej wygląda u mnie, że wiele godzin i dni poświęcam na początkowe projekty. Kiedy po kilku korektach dochodzimy z prowadzącym do wniosku, że któryś projekt jest wystarczająco  dobry, zabieram się za realizację. I tu wcale nie jest łatwiej, powiedziałabym nawet DUŻO trudniej. Najpierw trzeba znaleźć odpowiedni materiał, który będzie się odpowiednio układał , będzie odpowiadał estetyce i będzie funkcjonalny. Ja zanim przystąpię do odszycia właściwej rzeczy, szyje kilka prototypów z jakichś tanich materiałów, albo starego prześcieradła. To pomaga w wykonaniu docelowego wyrobu w odpowiedni sposób. Pochłania to więcej czasu i energii, a zważając jeszcze na to, że moje umiejętności szycia nie są jak u wyspecjalizowanej krawcowej, zajmuje mi to dodatkowo więcej czasu. Choć pruć to umiem doskonale.:)
Za to później dokładnie wiem co jak i w jakiej kolejności mam szyć.

Przy oddaniu poszczególnych ćwiczeń dołączam do każdego portfolia, które dokładnie opisują moje zadania, mój sposób tworzenia, analizę inspiracji oraz wszystkie projekty. Do poszczególnych ćwiczeń proponuje kilka projektów, ale realizuję zazwyczaj jedną.

Egzaminów mam niewiele. Zawsze są one z najtrudniejszego przedmiotu, czyli konstrukcji ubioru. To absolutna podstawa w zawodzie krawcowej. Potrzeba wiele lat nauki i przede wszystkim praktyki, aby dobrze konstruować szablony na ubrania. I egzamin tym samym jest najbardziej stresogennym jaki musze co semestr przejść.

Tak oto się dzieje u mnie na studiach  🙂

PS. Te sylwetki co na górze są widoczne to ja rysowałam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *