Posted on Dodaj komentarz

Dyplomu ciężkie początki

Już coś kiedyś o dyplomie wspominałam na Facebookach i instargramach, ale właściwie nigdy do końca nie wyjaśniłam czym będę się zajmować.

Najpierw może o temacie, który wybrałam, a potem opowiem całej reszcie procedur.
Ma być to kolekcja:

  1. Dla kobiet w ciąży
  2. Stroje mają dopasowywać się do rozmiaru brzucha, czyli Panie będą mogły te ubrania nosić zarówno w początkowej jak i w końcowej fazie ciąży.
  3. Ma być to kolekcja elegancja, dla Pań, które czynnie, podczas ciąży pracują, udzielają się i potrzebują ubrań, powiedźmy, mniej codziennych.
  4. Ma być ona wykonana z tkanin, nie dzianin, jak to głównie spotyka się na rynku.

Założenia świetne, bardzo byłam podekscytowana samym pomysłem i też wyzwaniem, które przede mną stoi. Ale zacznijmy od początku…

Etap 1 – zaprojektowanie kolekcji

Kolorowo nie było od samego początku. Pierwsze rysunki, które pokazałam mojej promotorce, lekko mówiąc, nie wzbudziły w niej zachwytu. Znaczy nie wyrzuciła ich do kosza, no ale rewelacja to nie była. Teraz jak na nie patrzę, to też tak myślę. Ale tworzenie tego nie było czasem straconym, ponieważ na nich budowałam kolejne rysunki.

Pamiętam, że po tych pierwszych konsultacjach i po rozmowie już też o jakichś konkretniejszych terminach, co na kiedy trzeba, wróciłam do domu dość zmobilizowana do działania. Z drugiej nieco przerażona, bo totalnie nie miałam pomysłu i inspiracji do nowej kolekcji. Wiedziałam, że musi powstać coś nowego.

Nie wiem czemu nie wpadłam na to wcześniej… Bo przecież co najbardziej Maria lubi nosić? Paski, prawda? Czemu ten pomysł przyszedł mi do głowy po kilku tygodniach nieudolnego projektowania? Nie mam pojęcia. Ale jak już się pojawił, to wiedziałam, że to strzał w dziesiątkę. Usiadłam i zaprojektowałam kolekcję w dwa wieczory. Zawsze robię więcej projektów, tak żeby można było powybierać te najlepsze, a nie używać tych jednych z braku laku. I tak też było tym razem. Było ich dużo, bo wreszcie było to coś mojego.

Przed kolejną konsultacją z promotorką stresowałam się , myślałam, że co to będzie jeśli jej się to nie spodoba… Moje obawy okazały się bezpodstawne, bo Pani zaaprobowała mój pomysł. Co więcej sama powiedziała, że kolekcja bardzo do mnie pasuje, wiec ucieszyłam się jeszcze bardziej. Czułam sama, że są to dobre prace i całkowicie spójne ze mną. No ale jednak to, że mi się podobały, to nie znaczy, że innym też będą. Jej reakcja była kolejnym kopem do przodu.

Etap 2 – wykonywanie konstrukcji

To etap do którego potrzebuję pomocy. Jakieś pojęcie o konstrukcji mam, ale moda ciążowa to już wyższa półka.

Jeśli kiedyś wpadniecie na pomysł szycia czegoś dla kobiet w ciąży nie z dzianiny, to zastanówcie się dobrze, bo to bardzo trudne zadanie.

Tak jak wspomniałam, pomoc. Objawia się ona w jednej osobie, która się zna i od lat już wielu szyje i zna się na konstrukcji. Tylko dzięki tej osobie ten dyplom powstanie w takiej formie i mam nadzieje w tak dobrych kształtach.

Etap 3 – odszycie wszystkiego próbnie

Postanowiłam, że wszystkie projekty najpierw spróbuję odszyć, sprawdzić jak się układają i wg czy się do czegoś nadają. I powiem szczerze, to była najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć.

To dość mozolny etap, który nadal trwa.  Ale od przeplata się z punktem kolejnym, czyli…

Etap 4 – zmiana wszelkich niedoskonałości w odszytych próbnie produktach

Tak to właśnie wygląda. Mam konstrukcję, potem szyję, okazuje się, że jednak to wcale tak dobrze nie wygląda. Wiec wprowadzamy zmiany w konstrukcji i znów odszywam na nowo.

Żmudna to praca. Ale jednak zależy mi na tym, żeby te ubrania były wygodne, ładne i dobrze leżące. To właśnie moment w którym ja tworzę.

Najważniejsze jednak w całej tej kolekcji nie jest wygląd na manekinie czy modelce o idealnych kształtach. To kolekcja dedykowana zwyczajnym kobietom, którym jednak podczas ciąży zmienia się ciało. Bo przecież w cale nie jest tak, że rośnie tylko brzuch. Zatem, te wszystkie „elementy” trzeba uwzględnić.

Jolka – mój manekin – na ten czas zrobiła się większych rozmiarów. Dorobiłam jej brzuch ciążowy, ze starych firanek oraz większe piersi. Chociaż w jakimś stopniu udaje to ciążę.

Chciałam pisać o dalszych etapach, ale potem pomyślałam, że skoro ich jeszcze nie przeżyłam to nie ma co pisać.
Zakładałam na początku, że gdy będą gotowe konstrukcje, odszyję wszystko raz dwa, żeby tylko wypróbować jak to się szyje. A to okazuje się najgorszy i najdłuższy etap.
Tak ]że nie ma co planować… Aż strach pomyśleć co to mnie jeszcze czeka niespodziewanego.

Ale wiecie co? Właściwie bardziej mnie to ekscytuje, niż przeraża.

Do następnego 🙂

Fot. Bartłomiej Sasuła

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *