Posted on Dodaj komentarz

Lyon, croissanty i teatr

mariaszyje-Francja-projekt

Powróciłam cała i zdrowa! Generalnie bardzo szczęśliwa, bo wyjazd pozwolił mi naładować baterie w takim psychicznym znaczeniu, bo fizycznie to raczej jestem zmęczona. Codziennie od rana do wieczora na nogach, zwiedzając, nie jest tak prosto. Ja to lubię, więc nie narzekam. Zmęczenie jednak dało o sobie znać.
Już wiecie po co był ten wyjazd, pisałam o tym w poprzednim poście. Pojechałyśmy tam z projektami kostiumów do spektaklu.

Muszę również dodać, że wyjazd był inspirujący.

Sam dom w którym mieszkałyśmy był urządzony wyłącznie skupionymi antykami i starymi dodatkami, które ktoś chciał wyrzucić na śmieci. Aaa i co najważniejsze, Pan który nas u siebie gościł mówił po angielsku. Możecie sobie zatem wyobrazić moją radość, kiedy wreszcie mogłam się z kimś dogadać:) Chyba powinnam zacząć uczyć się francuskiego…

Oto kilka miejsc które polecam:
Rive de Gier – tam mieszkałyśmy – jest malutką miejscowością, z ładnymi budynkami. Widać, że jest biedne, ale z perspektywami. Wyobraźcie sobie teraz, że do miasteczka, w którym wszyscy się znają przyjeżdża 10 osób z innego kraju. Nasz Pan gospodarz śmiał się, że całe miasto o nas plotkuje.
Pierwszy dzień poświeciliśmy temu małemu miejscu. Najprzyjemniejszy był moment, kiedy usiadłyśmy na kawę, przy stoliku na który padały promienie słońca. Było tak cieplutko, aż nie chciałam ruszać dalej.

Lyon – o tym mieście słyszeliście pewnie już niejednokrotnie. Ja osobiście bardzo lubię:) Byłam tam już wcześniej, ale bardzo chętnie wróciłam. Prawda jest taka, że nie mogłam się znudzić tym miastem bo byliśmy w nim bardzo krótko. Zwiedziliśmy główne atrakcje (jak katedra gotycka Jana Chrzciciela, czy bazylika Notre Dame de Fourviere, która zawsze zadziwia, jest przepiękna). Dla mnie najlepszym było doświadczenie, które przeżyłyśmy w Musee des Beaux – Arts de Lyon. Studenci tegoż miasta zorganizowali różne przedstawienia, koncerty, omówienia obrazów właśnie przy dziełach sztuki. Bardzo to było ciekawe. To znaczy, muzyka grana na żywo w takiej scenerii – coś pięknego. Wychodzi ze mnie niedoszła historyczka sztuki. Koncerty to właściwie jedyny punkt, który mogę skomentować, bo reszty występów zwyczajnie nie rozumiałam. Ach ten francuski…

Saint Etienne – właściwie jedno miejsce, w którym byłam, jest godne polecenia. Butik i szwalnia strojów teatralnych. Tak, to zdecydowanie moje klimaty! Czułam się tam jak w niebie (niektórzy pewnie kojarzą zdjęcia z moich wpisów portali społecznościowych), bo się tym już na bieżąco podniecałam na prawo i lewo). Powstają tam nowe stroje do przedstawień, ale również odnawiane są stroje historyczne. Wiecie takie z XIX wieku, czy nawet wcześniejsze. Zachwycałam się praktycznie każdą rzeczą na wieszakach, bo każda z nich jest dziełem sztuki. Takie rzeczy mogłabym robić na co dzień.
Było też jedno pomieszczenie w tym całym teatrze, z którego nie umiałam wyjść – biuro. Niby nic takiego, ale Pani właścicielka zgromadziła tam naprawdę pokaźną kolekcję książek związanych z modą i szyciem. Oglądając pojedyncze egzemplarze z koleżanką, doszłyśmy do wniosku, że z takimi pomocami naukowymi nie miałybyśmy żadnego problemu z edukacją i szyciem. Uwierzcie mi na słowo, to raj dla początkujących – jak ja. Choć wydaje mi się, że nie tylko.

Jest jeszcze jedno miejsce, które mogę polecić wszystkim, czy to tym z artystyczną duszą, czy raczej analitycznym – Site le Corbusier. Nazwisko większości znane, chyba. Le Corbusier był przede wszystkim architektem i urbanistą, ale tworzył również w innych dziedzinach, takich jak malarstwo, rzeźba, poezja. Zaprojektował wiele budynków, które były realizowane za czasów jego życia jak i również po jego śmierci. Aż 17 z nich zostało wpisane na światową listę UNESCO. Jak będziecie mieli okazję musicie zapuścić się do Saint Etienne, gdzie stoi cały kompleks jego budynków. Na mnie największe wrażenie zrobił niby to zwykły blok, zwany superjednostką, ale zaprojektowany w tak zmyślny sposób, że nie mogłam się nadziwić. Uważam że był geniuszem, bo z prostych rozwiązań budował całe budynki, a wręcz zespoły budowli, które miały być osiedlami, mieszczących wszystkie najważniejsze punkty potrzebne do życia. Polecam z całego serca. Niesamowita inspiracja.

W ciągu tych wszystkich wycieczek, rzadko kiedy nie odczuwałam zimna będąc na świeżym powietrzu. Spodziewałam się wyższych temperatur w tej Francji. Niech was nie zwiedzie fakt ze w lecie jest tam tak gorąco. W marcu są porównywalne temperatury do polskich, tak więc w razie wyjazdu zadbajcie o ciepłe ubrania. I dobre, nieprzemakalne buty. Nie popełniajcie tego samego błędu co ja! To jedna z podstawowych moich cech, prawie zawsze mi zimno. Marzłam tam codziennie. A może nie powinniście mnie słuchać, bo jestem takim zmarzluchem, że nie jestem miarodajna?

No i na koniec najważniejsze! Czy w ogóle projekty się podobały? Jadąc tam byłam zestresowana, bo nie wiedziałam jak zareagują na nasze propozycje. Napracowałyśmy się przy nim bardzo, był to dodatkowy projekt, który każda z nas robiła po godzinach, czyli w zasadzie po nocach. Ale jak wiadomo, projekt mógł być nieprzychylnie oceniony i wtedy cały wyjazd nie miałby sensu. Prezentowałyśmy wszystko dzień po przylocie. I tu wspomnę o śmiesznej otoczce – nasza prezentacja miała odbyć się wieczorem w teatrze. Jak się później okazało miała ona być po obiedzie (nota bene pysznym, przygotowany przez Włoszki, więc możecie sobie wyobrazić jak bardzo nie mogłam się ruszać po). Podczas obiadu gospodarze częstowali nas dużą ilością wina, a nawet cytrynówki. Śmiałyśmy się, że to na poprawę humoru i znieczulenie nas przed ich reakcją na nasze projekty. Nie było jednak tak źle. Powiedziałabym nawet, że było dobrze. Początkowo prezentowała dziewczyna z architektury, która potrafi mówić po francusku. Jak przyszedł moment naszej części, który również ona miała prezentować, okazało się, że miałyśmy zgraną złą prezentację. Na szczęście drukowałyśmy jeszcze album, w którym wszystko było jak należy. To on posłużył nam jako prezentacja. Ponieważ prezentacja wirtualna nie wypaliła, postanowiłam wkroczyć do akcji Oczywiście mówiłam po angielsku, więc nie wiem na ile oni mnie zrozumieli. Chociaż był tam również aktor, który trochę mówił po angielsku i ciągle przytakiwał, jakby rozumiał.
Na zakończenie powiedzieli nam, że stroje jak najbardziej wpisują się w ich zamysł, więc chyba się udało! Oczywiście, teraz dopiero zaczną się schody z realizacją… Zobaczymy na ile realizacje będą różnić się od projektów.

Aaa i nie muszę chyba dodawać, że co chwilę coś tam jadłam. Jak nie obiadek to croissanta, tu skubnęłam jakąś słodycz, a zaraz dziewczyny mnie czym poczęstowały, później ja otworzyłam coś do przegryzienia, a potem to już był czas na coś ciepłego. I jak tu być szczupłą…

Czas na zakończenie. Następne zdania mogą wam się wydać dość patetyczne, ale zupełnie nie mają mieć takiego brzmienia. Chciałam napisać, że miałam świetne kompanki podróży! Coś jest w tym powiedzeniu „nie ważne gdzie, ważne z kim”. Zawsze się z tego śmiałam, ale sprawdza się. Dziewczyny są kochane i mega wspierające. Zawsze mnie zadziwia to, że tak potrafimy się dograć i w tak wielu sprawach się zgadzamy. Bardzo mi było z nimi dobrze. Dzięki Dziewczyny!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *