Posted on Dodaj komentarz

Maria w Ameryce

mariaszyje-USA-Floryda

Na wszelkie pytania, jak mi jest w tych Stanach, odpowiadam zbiorowo – tym tekstem. Czytając mojego bloga wiecie, że mam fioła na punkcie podróżowania, na szczęście związałam się z facetem, który tą pasję podziela. Więc jeździmy jak najwięcej się da.
A ja szukam inspiracji:)

Tym razem kierunek Stany Zjednoczone! Już nie po raz pierwszy. O poprzednim wyjeździe możecie przeczytać tu: https://podrozemandm.blogspot.com/2016/06/
Tego bloga prowadziłam podczas ostatniego wyjazdu, dużo regularniej niż tego tu… zapraszam 🙂

Tymczasem, my znów jesteśmy na programie Work&Travel. Jest to program wyłącznie dla studentów, więc korzystamy póki możemy.

Oto kilka słów o tym gdzie jesteśmy i co tu robimy.

Miejsce:
Wybraliśmy Florydę, ze względu na klimat. Był jeszcze pomysł na Hawaje i miasteczko koło parku Yellowstone, ale w obu przypadkach nie udało nam się dostać w tamte miejsca, ze względu na wyznaczone tam terminy przyjazdu.
Zatem Floryda, a dokładniej Clearwater, to nasze miejsce na trzymiesięczny pobyt. To dość spore miasto z najpiękniejszymi plażami. Tak mówią miejscowi i wydaje się, że nie kłamią. Chyba tylko plaże na Key West mogą się z nimi równać.
Czemu akurat taka szerokość geograficzna?
To proste, chcemy wakacji. Byliśmy w Miami dwa lata temu (o czym również pisałam) i dokładnie pamiętamy jak wyglądają tam plaże i jak przyjemnie było w cieplej wodzie oceanu. Perspektywa trzech miesięcy tutaj w ciepełku, a wręcz upale bardzo mi odpowiada.

Rozważaliśmy również opcję powrotu do Lake George, gdzie byliśmy ostatnio. Uznaliśmy jednak, że chcemy spróbować czegoś nowego. Mimo tego, że zarobiliśmy tam duże pieniądze, które potem wydaliśmy na długą podróż, nie żałuję naszej decyzji. Ani trochę. Tu jest pięknie!!

Mieszkanie:
To jest bardzo ciekawy temat. Temat rzeka mogę nawet powiedzieć. Zazwyczaj bowiem istnieje taka osoba jak sponsor, który pomaga dostać się do Stanów i jest pośrednikiem między nami a pracodawcą, pomaga również w znalezieniu zakwaterowania. W naszym przypadku było trochę inaczej. Propozycje, które dostawaliśmy były zlokalizowane tak daleko od pracy, że za sam dojazd musielibyśmy płacić takie pieniądze ze zupełnie nie opłacałoby nam się pracować…
Nasz apartament znaleźliśmy na własną rękę, po dłuższym czasie i w ogromnym stresie… Nikt nie chce wynajmować studentom, a jeszcze zagranicznym i na tak krótki czas. Po kilku odrzuconych propozycjach, wreszcie przyjęła nas jedna firma, przez stronę Airbnb. Doskonale pamiętam jak odetchnęliśmy z ulgą, gdy w końcu ktoś zgodził się nas przyjąć.
Kiedy pierwszy raz weszliśmy do naszego apartamentu, to nam szczeny opadły, że taki luksus tu mamy. Śmialiśmy się, że tak dobrze to nawet w domach nie mamy. Z czasem jednak, a jesteśmy tu już dwa miesiące, co chwilę coś się psuje… To piekarnik, tu odpadają drzwi od szafki, zatyka się toaleta i spływ wody w wannie… Doszło do tego, że piekarnik totalnie przestał działać i właściciele zaproponowali nam, żebyśmy przenieśli się piętro wyżej, do innego mieszkania. Właściwie wygląda tak samo, ale działa piekarnik, więc mrożona pizza może być zrobiona;)
Mieszkamy tu z dwoma chłopakami z Turcji. Nie znaliśmy ich wcześniej, wiedzieliśmy, że będą z nami pracować, więc postanowiliśmy szukać zakwaterowania razem, żeby było łatwiej i taniej. To chyba nie był najlepszy pomysł na jaki mogliśmy wpaść, bo panowie są raczej dziwakami. O sprzątaniu nie ma mowy (choć nawet zmywają po sobie naczynia). Jeden z nich szczególnie nas denerwuje. Już zdążył zgubić klucze, a dodatkowo ma problem z higieną, jeśli wiecie co mam na myśli. Ja mam teorię, że ubiera brudne koszulki, nie piorąc ich za często stąd ten nieprzyjemny zapach. Dobrze, że pokoje mamy osobne. M kolokwialnie mówi, że to po prostu brudas i śmierdziel.

Mieszkanie oddalone jest od naszej pracy o jakieś 20 min jazdy rowerem. A właśnie, bo my głównie poruszamy się tu na rowerach. I już uprzedzę pytania, jak dajemy radę w tych upałach. Muszę przyznać, że zanim tu przyjechaliśmy to miałam obawy. Zresztą wszyscy, z którymi rozmawialiśmy, mówili że to szaleństwo poruszać się na rowerach na Florydzie, a jedyny dobry środek transportu to samochód. Nie tylko ze względu na upały, ale i na ogromne deszcze. Na tym obszarze w tym okresie (letnim) jest najwiecej opadów, huraganów itp. Są też najwyższe temperatury. Wiec albo jest straszliwie gorąco, ale zalewa cię deszcz do suchej nitki.
Niestety nie możemy sobie pozwolić na żaden inny środek transportu. Kupno lub wypożyczenie auta, bo o różnych opcjach myśleliśmy, to za duże koszty. Pozostają nam pojazdy jednośladowe, napędzane naszymi nogami. I powiem wam że nie jest tak źle, serio. Sama się bałam jak na to będę reagować. Ale dochodzę do wniosku ze jestem ciepłolubna, czy może gorącolubna:)

Karaluchy:
Przy temacie mieszkania nie sposób nie wspomnieć o karaluchach. Szukając mieszkania w Clearwater okazywało się ze karaluchy są prawie wszędzie i byłam przerażona, że prawie wszystkie miejsca są brudne i po prostu ohydne. Okazuje się jednak, że karaluchy na tych obszarach i w tym klimacie są normalnością i wcale nie oznaczają brudu. W naszym apartamencie też już mieliśmy bliskie spotkanie z karaluchem rozmiaru XL.
Rano, kiedy otworzyłam drzwi naszego pokoju on tam był, leżał już dogorywający (właściwie nie wiem dlaczego bo nikt przede mną z domowników nie miał z nim starcia). W każdym razie to nie było przyjemne spotkanie. Raczej nie przepadam za takimi zwierzątkami. No ale od czego ma się faceta…

Praca:
Pracujemy w Hiltonie. Tak, w jednym z TYCH hoteli. Dokładniej w departamencie housekeepiengu. Jest on odpowiedzialny za czystość całego hotelu. M i ja pracujemy bezpośrednio w pokojach. Ja sprzątam, jestem pokojówką. M jest housemanem, dostarcza nam czyste ręczniki i pościel, dowozi również wszelkie zamówienia dla klientów.
To wszystko dzieje się na porannej zmianie, która zazwyczaj trwa do 18:00. Zdarza nam się dość często, że zostajemy również na nocną zmianę, która trwa do 23:30. Wtedy albo dalej sprzątamy, albo pracujemy w pralni (a to jest najlepsza praca!).
Ludzie tu są bardzo mili, lubię tu przychodzić, bo lubię z nimi przebywać. Są oni z całego świata, niektórzy tak jak my przyjechali na kilka miesięcy, ale większość pracuje tu już od lat. W ogóle na Florydzie jest więcej osób, którzy się tu przeprowadzili, niż rzeczywiście tubylców. Tak teraz myślę że poznałam tylko jedna osobę stąd. Z tymi, którzy tak jak my przyjechali do pracy na kilka miesięcy mamy najlepszy kontakt. Nic dziwnego są w naszym wieku i w takiej samej sytuacji materialnej. Zatem z nimi najwiecej czasu spędzamy w pracy na przerwach.
Praca jest ciężka, muszę przyznać, ale po miesiącach takiego wysiłku już jestem przyzwyczajona. A perspektywa plaży i podróży po pracy, zawsze daje mi kopa do przodu. Ścieląc kolejne łóżka powtarzam sobie „Maria, robisz to dla świetnej podróży, to nie potrwa wiecznie”. I jakoś leci.
Chcieliśmy znaleść drugą pracę i nawet zaczęliśmy jej szukać, ale przez to, że dostępnych w hotelu jest dużo nadgodzin (które są dodatkowo płatne), zrezygnowaliśmy z innego miejsca. Jesteśmy wystarczająco zmęczeni housekeepingiem.

Czas wolny:
Nie mamy go za wiele… Jest to zazwyczaj jeden dzień w tygodniu. Jedyny moment w którym możemy się wyspać i poleniuchować. Choć z tym lenistwem to nie do końca tak wygląda. Trzeba zadbać o pranie i porządek w domu, więc czasu na poczytanie książki nie mam za wiele. A ostatnio każdy wieczór poświęcamy planowaniu naszej podróży po skończeniu pracy! Ale o tym w kolejnych postach:)

Znad oceanu pozdrawiają Was ja, Maria i Pan M.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *