Posted on Dodaj komentarz

Szczerze o tworzeniu mojego biznesu

Nie wiem czy powinnam się aż tak odsłaniać, ale w końcu to ma być miejsce, w którym dzielimy się i wspieramy. Za tym tekstem stoi zwyczajna dziewczyna z codziennymi problemami i strachami.

Ten post będzie o tym jak powstaje moja firma i jak sobie z tym radzę i nie radzę.

Głównym uczuciem z którym żyję odkąd zaczęłam pracę nad swoim biznesem to podekscytowanie. Wiadomo, bardzo cieszę się, że mogę tworzyć coś absolutnie swojego, na swoich zasadach, tak jak chcę. Cieszę z drobnych rzeczy i małych kroków to mi dodaje skrzydeł.

Jednakże, po pierwszym roku prowadzenia strony, zobaczyłam jaka to żmudna praca, ile czasu zajmuje choćby przygotowanie postów, a  mam wrażenie, że to i tak jedna z najprostszych rzeczy.
Dotarło do mnie również, że bardzo konkretnie muszę wyznaczyć do kogo kieruję moje produkty i to na nich się skupiać najbardziej. A przyznam szczerze, na początku nie do końca miałam pomysł na siebie i nie do końca wiedziałam w jaką stronę chcę iść.

Nie żałuję, że ta strona powstała tak wcześnie ( choć z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się, że było za wcześnie) bo teraz bardzo mnie to mobilizuje, poza tym, nie zaczynam od zera.

Drugim najczęściej odczuwaną emocją jest stres  (o ile to uczucie? –pomocy).  Pojawia się on co chwilę, czasem przy  najdrobniejszych sprawach, czy decyzjach. Chyba tak już mam, że gdy mi zależy to się stresuję. Chciałabym umieć nad nim bardziej zapanować, bo mam wrażenie, że czasem jest zupełnie niepotrzebny.
Z drugiej  strony,  mobilizuje mnie do działania. I to jest bardzo ciekawe zjawisko. Ponieważ, bardzo nie lubię czuć się zestresowana i dlatego chcę zrobić stresujące mnie rzeczy jak najszybciej, żeby już to nie zaprzątało mi to głowy. Więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

I w końcu – lęk. Gdzieś tam ciągle jest i czyha na mnie… Boję się, jak to będzie, jak sprzedadzą się poszczególne wyroby (i czy w ogóle się sprzedadzą). Czy ludzie mnie polubią i będą chcieli mieć kontakt z moja marką. Czy spodobają im się moje prace? Czy mam dobry plan? Czy ja w ogóle się do tego nadaję? …

Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność, bo właściwie co chwilę wychodzą jakieś dodatkowe aspekty, o których w ogóle nie pomyślałam, a budzą we mnie kolejne wątpliwości.

Tłumaczę sobie, że zapewne każdy boryka się z takimi problemami i swoim normalnymi niepokojami. Dopiero zaczynam i zupełnie nie wiem czym to się je. Oczywiście staram się dowiadywać, jak właściwie powinnam to gryźć, ale jednak  czynności jedzenia muszę nauczyć się sama. To mnie nie przeraża, ta nauka. To mnie bardzo cieszy, wręcz podnieca. Uwielbiam się kształcić, a jak wiadomo na własnych błędach uczymy się najwięcej.

Chcę jeszcze napisać o jednej bardzo istotnej rzeczy, a mianowicie –  decyzjach. Zawsze miałam z nimi problem, a widzę, że chyba również dzięki tej firmie jest mi je łatwiej podejmować. Co nie zmienia faktu że nadal jest mi trudno.
I to budzi we mnie duże emocje. Strach, niepokój, bo przecież właściwie nie wiem jak to ma być, więc jak mam zdecydować… I cały proces decyzyjny jest obarczony stresem, który jakoś oczywiście staram się niwelować, ale pewnie do końca nigdy się go nie pozbędę.

Wiecie, jednak to są decyzje które w dużej mierze muszę,  powinnam i chcę podejmować sama, bo to w końcu moja firma. Ale właśnie to jest takie stresujące, że to ja sama  ponoszę za nią odpowiedzialność. Wkroczyłam w dorosłość, poważnie zaczynam to odczuwać.

Jednak w całym procesie decyzyjnym, najgorszy jest właśnie ten proces. To, że zastanawiam się i rozważam  za i przeciw, a może to, a może jednak tamto. To mnie wykańcza i dlatego uczę się podejmować w miarę możliwości te decyzje szybko. Oczywiście nie robię tego byle jak, ale też nie ma co się w większości przypadków roztkliwiać, do czego mam skłonność. Myślę, że głownie przez brak doświadczenia.

Uwielbiam za to uczucie, kiedy już decyzja jest podjęta, jestem przeszczęśliwa. Tak jakby coś schodziło z moich pleców. Podejmuję te decyzje, ze wszystkimi przywilejami i konsekwencjami.

Napisałam o uczuciach i emocjach najczęstszych. Dobrze, że one wszystkie się pojawiają, bo to daje mi energię do działania, poza tym czuję, że żyję. Czasem tylko mam wrażenie, że są zbyt intensywne. Też tak macie?

A teraz w skrócie o tym, co się u mnie dzieje.
Przede wszystkim będą zmiany na stronie. Już niebawem moja strona na której dotychczas wystawiałam produkty, a te były sprzedawane przez inne portale, przekształci się w prawdziwy sklep. Uwierzcie mi, że już nie mogę się doczekać.

Wraz z powstaniem sklepu, pojawią się w nim nowe produkty – torby bawełniane i plecaki. Będą one nieco ulepszone, o czy mówiłam już na portalach społecznościowych. O dacie otwarcia będę Was informowała właśnie tam.

Natomiast główny projekt, którym się teraz zajmuję, to będzie coś bardziej skomplikowanego. Jest to coś o czym myślę już od kilku lat. Będzie to miało związek z moją pracą dyplomową (w tym roku kończę swoją szkołę). Jednak jeszcze za wcześnie na wyjawienie co to takiego, bo projekty są w powijakach. Obiecuję, że się z nimi pospieszę.

Serdecznie Was ściskam i życzę dobrego tygodnia! Do następnego czwartku!

Napiszcie jak wy reagujecie na zadania stawiane przed Wami przez życie. Jestem bardzo ciekawa, czy ja jedyna tak wszystko ostro przeżywam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *