Posted on Dodaj komentarz

Witajcie w mojej pracowni

To już rok odkąd powstała domena mariaszyje.pl.

Powiem szczerze, że początkowo moje plany i wyobrażenia co do prowadzenia strony były bardzo mgliste i właściwie nie bardzo wiedziałam jak mam się za to zabrać. Dopiero kilka miesięcy przerwy (mój pobyt w Stanach) i oderwanie się od codzienności, sprawiły, że zaczęłam mieć jakiś plan i wyobrażenia przyszłości.

Pamiętam jak bardzo dziwnie mi było wyjeżdżać, bo myślałam „jej, dopiero zaczynam, a już będę miała taką przerwę”. Ale teraz zrobiłabym dokładnie to samo. I nie chodzi bynajmniej o ten kawałek świata który zobaczyłam, ale moją wizję firmy. Przynajmniej wstępną.

Jako że to już rok, pomyślałam, że zabiorę Was do mojej pracowni. Pokażę, gdzie pracuję, bo jak i nad czy, to już trochę wiecie.

Moja pracownia to jeden pokój, w którym mieszczą się wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy.
Stoją tu dwie maszyny przemysłowe – stębnowa, czyli taka podstawowa w zasadzie. Ona wykonuje jedynie szew prosty. Druga to overlock, który służy do wykańczania materiałów, tak żeby się nie strzępiły.

W pudle gdzieś trzymam jeszcze domową maszynę. Od niej kiedyś zaczynałam i niej uczyłam się szyć. Teraz jak życie zmusza mnie, żeby z niej skorzystać, to odwlekam to ile się da. Bardzo wolno się na niej szyje w porównaniu do maszyn przemysłowych. Zdarza się jednak, że muszę coś przeszyć ściegiem zygzakowym, albo wyszyć dziurkę na guzik i wtedy ona właśnie jest niezastąpiona. Teraz tak na nią narzekam, ale do niedawna była moim jedynym sprzętem i dawałam na niej radę. Jak to jednak człowiek się szybko przyzwyczaja do lepszego.

Jest jeszcze jedno urządzenie, prawie tak ważne jak maszyny, te urządzenia właściwie stanowią taką moją trójcę. To żelazko. No i w zestawie deska do prasowania. To nie jest żaden wyspecjalizowany sprzęt o którym marzę. To zwyczajna, przeciętna deska do prasowania, którą każdy z Was ma w domu. Żelazko też nie jest specjalistyczne, choć nie takie najgorsze, bo takie który tworzy parę wodną, dzięki czemu mogę zaprasować, rozprasować, przeprasować wszystko co chcę. I to bez większego problemu, bo właśnie para wodna i jej wysoko temperatura bardzo w tym pomaga.

Na samym środku stół, moje stare biurko, które teraz służy jako miejsce do krojenia materiałów i w ogóle takich konstrukcyjnych rzeczy. Ci co szyją, wiedzą jak bardzo męczące jest wykrawanie materiałów na podłodze. Zdarza się jednak, że ten stół nie wystarcza, bo np. wykrawam z belki i wtedy i tak podłoga ratuje sytuację.

Na ścianach możecie zobaczyć rysunki. I one są tu od niedawna, ponieważ wcześniej jakoś nie czułam potrzeby rozwieszania moich projektów. Teraz już nie wyobrażam sobie bez nich ściany, bardzo mnie inspirują do działania i do wymyślania nowych rzeczy.

Mam również osobne biurko przy którym rysuję, projektuję. Nad nim mam wywieszoną dużą tablicę korkową na której wieszam aktualne rysunki i projekty nad którymi pracuję. I tę tablicę uwielbiam. Spełnia ona trochę rolę tablicy inspiracyjnej, bo wieszam na niej często jakieś szybkie szkice, które potem już głębiej analizuje i przerabiam.

Poza tym uważam, że to najlepszy sposób na zaprojektowanie spójnej i dobrej kolekcji, kiedy wszystkie rysunki rozwieszone są nad miejscem pracy i co chwilę można na nie zerkać i je przerabiać. Bardzo mi to pomaga i uporządkowuje w głowie. Teraz przy projektowaniu kolekcji dyplomowej, czyli najważniejszej dotychczas, bardzo się cieszę z jej posiadania.

Zaraz pod tablicą korkową mam listwę na której zawieszone mam pojemniki na moje markery, pędzle, kredki, długopisy i to wszystko, czego potrzebuję pod ręką. Bardzo to jest wygodne rozwiązanie, żeby pojemniki nie stały na biurku, ponieważ nie zajmują miejsca. Dzięki temu bez większych problemów mogę porozkładać duże formaty, na których tworzę.

Jest jeszcze jeden duży regał, który stoi na środku pokoju. W nim przechowuję ogromną większość rzeczy. Wszystkie materiały, które trzymam w pudłach, różnego rodzaju taśmy, nici no i oczywiście książki. Jest on jakby dwustronny i dość głęboki, dzięki czemu, na przykład książki układam z dwóch stron i mieści się ich znacznie więcej. Możecie mówić co chcecie, ale IKEA wymiata w takich sprawach:)

No i na sam koniec nie mogę pominąć rzeczy, bez której trudno wyobrazić sobie pracownię krawiecką. Bez której, nie miały by one najmniejszego sensu, bo prawdopodobnie ubrania nie byłyby proporcjonalne. Manekin. Mój został ochrzczony Jolką. I można by rzecz, jest moją prawą ręką.

To miejsce uwielbiam. Jest dla mnie inspirujące. Tu najlepiej mi się tworzy i szyje.

Teraz Wasza kolej. Gdzie pracujecie i czy to miejsce jest dla Was inspirujące?

Wasza Maria

PS. Zdjęcia robił Bartłomiej Sasuła 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *