Posted on Dodaj komentarz

Yellowstone, moje miejsce

Nie przypadkowo tekst o tym miejscu pojawia się dzisiaj. 14 lutego traktuję raczej obojętnie. Spróbuję jednak w jakiś sposób nawiązać do święta zakochanych. To tekst o ukochanym przede mnie miejscu. Nigdzie na świecie nie czuję się tak dobrze jak tam.
Od zawsze chciałam pojechać do Yellowstone.  Już jako mała dziewczynka o tym marzyłam, oglądając zdjęcia i zaczytując się w opowieściach  podróżników.

Jak wiecie,  byłam w USA  na programie Work&Travel, a więc najpierw pracowałam, a później był czas na zwiedzanie. Co tu dużo gadać, za pierwszym razem kiedy planowaliśmy podróż, cała została podporządkowana temu miejscu właśnie. Za drugim razem miałam w głowie „muszę tam wrócić”. Tak też zrobiłam.

Nie jest to jednak takie proste, bo głównie jeździ się na wschód albo zachód tego wielkiego kraju. Yellowstone jest położony w średnio dostępnym miejscu, ale dla chcącego nic trudnego.

 

Myślę, że mogę to miejsce tak kochać z sentymentu. A nawet na pewno tak jest. Widziałam inne, ładniejsze Parki. Miały lepsze trasy i były też mniej obłożone turystami.  Ale tylko na tej szerokości geograficznej przeżywam takie katharsis. W tym roku wjeżdżałam do Yellowstone z płaczem  ze wzruszenia, a wyjeżdżałam już – z jeszcze większymi łzami, z rozpaczy. Nie wiem co tam są za wibracje, ale na mnie działają.

Zacznijmy od tras, na których byłam, jakie są i czy polecam.

Generalnie w tym Parku nie ma aż tak dużego wyboru tras, bo nie za wiele ich wyznaczono. Porównując do innych miejsc, oczywiście. Ale polecę Wam kilka, tych które mi się podobały:

  1. Lone Star Geyser – tak się nazywa gejzer do którego trzeba nieco przejść. Trasa jest bardzo prosta, bo płaska, więc sprawnie można ją pokonać. Nam to zajęło jakieś 30 min, z tego co pamiętam. Trochę to przypominało spacer po lesie. 🙂
    Kiedy doszliśmy do celu, naszym oczom ukazał się w sumie dość mały gejzer.
    Podeszliśmy do takiej książki w której ludzie wypisywali, kiedy ostatnio gejzer wybuchał. Okazało się, że przegapiliśmy wybuch, spóźniając się na niego jakieś 20 min i musieliśmy czekać na kolejny jakąś godzinę (może nawet więcej). Gejzer bowiem wybucha dość regularnie, co jakieś dwie godziny.
    Ja właściwie chciałam wracać, bo uznałam, że szkoda czasu. Towarzysze jednak chcieli zostać, wiec usiadłam w słoneczku i wyczekiwałam, aż coś zakłóci spokój. Liczyłam na wybuch, rzecz jasna.
    Bardzo miłe to jest miejsce, a gejzer bardzo zgrabnie wybucha:) najpierw powoli, tak nieśmiało, ale jak już się rozkręci, to wodą tryska na wysokość kilku metrów. Polecam.

IMG_4831 – tutaj link do filmiku, który nagrałam podczas erupcji.

  1. Grand Prismatic – to najbardziej znany gejzer chyba na całym świecie. Kojarzycie na pewno takie zdjęcia z góry, ogromnego kolorowego gejzera. To właśnie ten.
    I teraz bardzo ważna sprawa! Można ten gejzer zobaczyć z poziomu jego tafli. Widać wtedy tylko nieco kolorów, a i tak z tym słabo, bo ciągle tam jest duża ilość pary, bo przecież woda jest gorąca. Mnie się to bardzo podobało i zachwycona próbowałam zrobić jakieś spoko foty, kiedy podbiega do mnie M i pokazuje, że w oddali, na górce, widzi jakiś punkt widokowy, na którym stoją ludzie. To oznaczało tylko jedno – było inne, prawdopodobnie lepsze miejsce, do podziwiania tego kolosa.
    Nie myśląc za wiele ruszyliśmy pod górkę. Nie długo się szło, jakieś 10 min. A widok był, jakby to powiedzieć, nieporównywalny z tym co widzieliśmy na dole. Wy po przeczytaniu tego wpisu, bądźcie już sprytniejsi. Czy polecam? To jest jazda obowiązkowa!

Aaa,  jeszcze jeden wątek w tym miejscu, tam bardzo wieje. I trzeba tam uważać na swoje nakrycia głowy. Właśnie dlatego…

  1. Jak już jesteśmy przy tych gejzerach, to lecimy dalej, w tym temacie. Jest taki jeden gejzer, duży. Znajduje się on zaraz koło Visitor Center. Nosi on nazwę Old Faithful. I ten gejzer jest o tyle fajny, że dokładnie można wyliczyć kiedy wybuchnie. Oczywiście robią to spece, ja to tam się nie znam. Ale w tejże informacji turystycznej wypisane są konkretne godziny, kiedy to cudo natury wybucha i już. Wystarczy poczekać wygodnie na ławeczce, bo gejzer znajduje się zaraz koło budynku informacji. Potem już tylko pozostaje podziwiać. A wybucha na duże wysokości. Polecam.

IMG_4807 – wybuch Old Faithful.

  1. Mammoth Hot Springs – Gorące źródła znajdują się już na samej północy Parku, właściwie niedaleko wyjazdu.
    Trasa do głównych źródeł jest bardzo krótka i prowadzi przez podesty. Teren wokół wygląda jak po jakimś końcu świata. Wszystko jakby wypalone, w bieli. Wygląda to dość strasznie, choć zarazem pięknie.

Na samym końcu trasy znajdują się jakby wodospady gejzerowe. To nie jest oczywiście jakaś naukowa nazwa i pewnie znawcy totalnie by mnie wyśmiali, ale zupełnie nie wiem w jaki sposób  to opisać. Gorąca woda spływająca jak wodospad. Bardzo powoli, tak się przynajmniej wydaje bo wody nie jest dużo. Najciekawsze są kształty, które tworzą się dzięki tym spływom. I kolory są niesamowite. Przeważa biel i żółć, pomieszana z delikatnym odcieniem pomarańczowego.
Jak stanęłam naprzeciwko tego, tak stałam i nawet chłód mi nie przeszkadzał, bo to zapiera dech.  Po prostu. Bardzo polecam.

  1. West Thumb Geyser Basin – A ten to chyba mój ulubiony. Powiem tak, było bardzo blisko do tego żebym do niego wskoczyła. Przecież ten kolor woła. Nie słyszycie… Prawdopodobnie spaliłabym się żywcem. Ta wizja powstrzymała mnie przed skokiem.

Zrobię taką małą dygresję, i opowiem o tym dlaczego akurat na tych terenach występują gejzery. Chodzi o to, że na tym obszarze lawa, która normalnie jest dużo głębiej, w Yellowstone jest dużo płycej. Ta lawa podgrzewa wody, które znajdują się pod ziemią, a te pod ciśnieniem wypływają na powierzchnie już bardzo gorące. I gotowe gejzery. 🙂

W ogóle prawie cały obszar Yellowstone to taka tykająca bomba, bo on cały jest wulkanem. Jeśli kiedyś zrobi taki psikus i wybuchnie, to połowa Ameryki wyleci w powietrze, druga od razu się spali, a reszta świata pochłonie się w ciemności z powodu pyłu, który powstanie przy tym wybuchu. Tak mówią mądrzy ludzie, którzy się na tym znają. Trudno im nie wierzyć.

6. Teraz przejdźmy już do innych cudów natury, koniec z gejzerami. Czas na wodospady!
Widzieliśmy dwa, oba ogromne. I robiły niesamowite wrażenie, głównie właśnie przez wielkość. Jeśli miałabym polecić to zdecydowanie Upper Falls w okolicach Canyon Village był lepszy. Trasa tam była dość ostra, znaczy stroma. Ja tam się zadyszałam i żeby nie było, nie tylko ja. Ale widoki były tego trudu warte. Polecam.

jeśli chodzi o drugi wodospad – Lower Falls – zobaczyłam go drugiego w kolejności i nie prezentował się tak ładnie jak Upper. Ale za to trasa jest dużo lżejsza i łagodniejsza. Więc na przykład dla starszych osób, dedykowana.

  1. Grand Canyon of the Yellowstone – tutaj szybciutko, bo właściwie jak się dobrze zaparkuje, to przejście jest krótkie i przyjemne. I na cały kanion patrzysz z góry, rzecz jasna. Nie można tego porównać do Grand Canyonu, proszę sobie tak nie myśleć. Ale też ładnie. Również polecam.

  1. Co do dłuższych trekkingów, które zazwyczaj robimy. Byliśmy właściwie tylko na jednej takiej dłuższej kilkugodzinnej trasie. Beaver Ponds Trail. I powiem tak, szczerze, nie jest to jakiś niesamowity szlak. Było przyjemnie pochodzić, ale właściwie nie czułam się jakoś niezwykle, bo też nie było niezwykłych widoków. Zwykłe przejścia po lasach, łączkach, pagórkach. Nie umiałabym tej trasy odróżnić, od tych, które zrobiłam nawet w Polsce.
    Nie znaczy to, że było brzydko. Przeciwnie. Ale jeśli szukacie czegoś mniej banalnego to ta trasa nie będzie najlepszym wyborem. Średnio polecam.

Zwierzęta

Zwierząt w Yellowstone jest mnóstwo. Ale trzeba dobrze trafić. My za pierwszym pobytem spotkaliśmy praktycznie wszystkie gatunki zwierząt, jakie tylko mogliśmy spotkać. Poczynając od jeleni, saren, przez łosie, bizony (których jest baaaardzo dużo, i nie było to wcale trudne), kozły – z takim kręconym porożem. Kończąc na czarnych niedźwiedziach (black bear), które wręcz wspinały się po drzewach. Aa przepraszam, nie spotkaliśmy niedźwiedzia grizzly i wilka. Ale właściwie nad tym nie rozpaczam, bo te spotkania byłyby dość niebezpieczne.

Obserwowanie zwierząt w ich naturalnym środowisku jest absolutnie niesamowitym doświadczeniem. One są tak wolne, tak majestatyczne. Nie przejmują się ludźmi, zazwyczaj odchodząc dalej, gdzie już nikt z aparatem w ręku nie będzie im przeszkadzał.
Pamiętam taki moment i chyba zapamiętam go do końca życia, kiedy jechaliśmy z M, już pod koniec dnia i nagle zza pagórka wyłoniło się stado bizonów na polanie. Było ich mnóstwo! ! Jedyne co mogliśmy zrobić to stanąć na poboczu, wysiąść z auta i podziwiać. Staliśmy, ze szczękami opadłymi do kolan, dłuższą chwilę. W tym czasie udało nam się zaobserwować jak jeden bizon tarza się w błocie, inny robi kupę, a kolejny spokojnie, zjada sobie trawę. Nie jestem w stanie tego porównać do niczego innego. Bizony są dla mnie tak majestatycznymi zwierzętami. Jedyne co czuję to respekt, patrząc na nie. No dobra, i zachwyt.

Poniższy obraz uchwycił M, jak to Kitajce – tak nazywa ich M – robią zdjęcia zwierzynie z samochodu. Z każdego okna wychodzi kolejna główka z aparatem…

 

Generalnie zwiedzanie wśród osób tych narodowości jest bardzo uciążliwe. Są strasznie głośni, wszędzie ich pełno, nie patrzą na to czy ktoś idzie czy stoi. Dla nich najważniejsze jest zrobienie zdjęcia. Wcześniej mnie to tak nie raziło, ale jakoś w Parku Narodowym, gdzie każdy raczej stara się kontemplować przyrodę i być jak najciszej, żeby nie spłoszyć zwierza, oni się drą na całego. Agresja wobec nich budzi się mimowolnie.

 

Dodam jeszcze jedno. Za kilka lat Yellowstone będzie wyglądało zupełnie inaczej. A to z tego względu, ze wszystkie te wody głębinowe, jakby cały czas żyją, poruszają się. Wystarczy małe trzęsienie ziemi, jakieś małe przesuniecie płyt i może pojawić się nowy gejzer, a któryś z dobrze wszystkim dziś znany – wyschnąć.
Kto wie co będzie czekało na nas w tym Parku?

 

Pod linkiem znajdziecie oficjalną stronę, na której możecie dowiedzieć się wszystkich aktualności o Yellowstone. I są tam też mapy – i te do zobaczenia i nawet do druku – https://www.nps.gov/yell/planyourvisit/maps.htm

 

Zakochana Maria.  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *